piątek, 15 listopada 2013

Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna KASIA BULICZ-KASPRZAK





     Coraz głośniej robi się o Kasi Bulicz-Kasprzak, tym bardziej, że wydała kolejną książkę, którą, mam nadzieję, uda mi się przeczytać. Ponieważ czytałam same ochy i achy na temat książek, postanowiłam sprawdzić, jak to jest naprawdę i sięgnęłam po pierwszą pozycję Kasi "Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna", którą wygrała konkurs literacki wydawnictwa Nasza Księgarnia.
Może innym to przeszkadza, ale mnie się bardzo podobają długie tytuły książek pisarki, choć nie ukrywam, że nie jest mi je łatwo zapamiętać. Powielając większość recenzentów stwierdzam, że myślałam bardzo podobnie, ot kolejna historia o miłości w stylu ona kocha jego, on ją może nie aż tak, a na końcu żyli długo i szczęśliwie (bądź wersja na odwrót, czyli on kocha, ona średnio).
No i rzeczywiście Joanna sama nie wie, czy ten, którego kocha, to jedyny i ostatni. Po śmierci ciotki Wandy wraca do rodzinnego miasta, aby przejąć spadek po zmarłej. Oprócz dóbr materialnych dostaje też kota, rasowego devon rex'a - Franka. Kot, przerażony zmianami, jakie nastąpiły w jego życiu po śmierci "stara człowiek",pozostaje w ukryciu przez dłuższy czas. Ukrywa się, ale bacznie obserwuje rozwój wydarzeń i jest świetnym komentatorem. Tak, tak, dobrze napisałam - mówiący kot, choć lepsze określenie byłoby kot "myślący", bo tak na prawdę poznajemy jego myśli: "Moja człowiek zdechnięta. No niby nie ma się czemu dziwić. Stara była, a wszystko stare - zdycha. Ale z drugiej strony była stara, od kiedy ją znałem, więc mogłem myśleć, że u niej taki stan jest normalny, no nie? Tymczasem któregoś dnia zdechła. Macnąłem ją łapą tak dla pewności. Była zupełnie taka jak zdechnięta mysz. Zdechniętych lepiej nie jeść, mogą być otrute. Myszy znaczy. I można potem wymiotować tak, że oczy na wierzch wychodzą. I żołądek. No ale to, że moja człowiek jest nieżywa, to jest smutne. Nie bardzo wiem, co ze mną będzie." * Tak oto kot Franek opisuje swoje spostrzeżenia.
Tymczasem Joanka (tak na nią mówiono w szkole) próbuje rozmówić się ze swoją przeszłością, przy okazji poznając historię ciotki. Obie nie miały łatwego życia, obie opuszczone przez bliskich. Po traumatycznych przeżyciach, których sprawcą w przeszłości był obecny burmistrz miasta, ciotka wyrzuca Joannę z domu. Dziewczyna jest zbyt dumna, aby prosić o wybaczenie, zresztą młodzieńcza naiwność rządzi się własnymi prawami. Wyjeżdża do Warszawy, gdzie rozpoczyna studia na wydziale filologii angielskiej. Po ukończeniu studiów pozostaje na wydziale i rozpoczyna karierę naukową. Od trzech lat jest w związku z Łukaszem, z którym bardzo chce być, ale dręczy ją niepewność, że związek nieuchronnie się kończy. Kiedy śmierć ciotki sprowadza ją w rodzinne strony, zaczyna się proces rozliczania z przeszłością i akceptacja oraz docenienie teraźniejszości. 
To nie jest "kolejna historia miłosna". To zdecydowanie historia z morałem, książka zabawna i mądra. Autorka pokazuje, jak bardzo niezałatwiona przeszłość ma wpływ na tu i teraz. Zaciekłość i upór może przesłonić logiczne myślenie i zniweczyć szanse na poprawę relacji między bliskimi. Powieść czyta się bardzo szybko i trudno się od niej oderwać. 
Zdecydowanie dopisuję Kasię Bulicz-Kasprzak do moich ulubionych pisarek i tym bardziej jestem gotowa na poświęcenia, aby zdobyć jej nową książkę pt: "Nalewka zapomnienia, czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek".