piątek, 15 listopada 2013

Cisza pod sercem MONIKA ORŁOWSKA



    Ehh, żeby mieć więcej czasu :( nie bardzo mam możliwość czytać tyle, ile chcę, że nie wspomnę już o regularnych wpisach... ale się w końcu zebrałam przy książce Moniki Orłowskiej "Cisza pod sercem". 
Wiele sprzecznych emocji wywołała we mnie ta pozycja, i chyba właśnie o to chodzi. Od ogromnej euforii, poprzez współczucie dla bohaterek, po zniesmaczenie nakłanianiem do zawierzenia swoich problemów Bogu. Ale od początku. Historia czterech zupełnie sobie obcych kobiet, które poroniły ciąże z różnych powodów.
Spotykają się na forum internetowym, które z założenia ma pomagać kobietom po takim przejściu. Jak powszechnie wiadomo, podobne przeżycia bardzo łączą, więc i tu dochodzi do ogromnej przyjaźni, choć jest to trochę przyjaźń w zamkniętym kręgu, bo każda próba dołączenia nowych "forumowiczek", z tym samym problemem kończy się mniejszym lub większym niepowodzeniem. Oprócz wpisów internetowych poznajemy każdą kobietę w jej domowych pieleszach, ich historie, historie ciąż, związków, rozstań, no i o zgrozo stosunku do Boga... Jedna z pań jest zagorzałą katoliczką, która żyje w zgodzie z naukami kościoła, otwarcie przyznaje się do swojej politycznej przynależności (PiS). W pewnym momencie książki miałam wrażenie, że jest to jakaś forma apelu do czytelnika, aby szedł tylko tą drogą, bo tylko taka jest prawidłowa nie tylko dla autorki, ale dla ogółu społeczeństwa, bo tylko dzięki temu kobieta ma szansę na ponowną ciążę i szczęście w życiu.Pod koniec książki doznajemy wrażenia nawrócenia się dwóch duszyczek na jedynie słuszną drogę, co za tym idzie obie zachodzą w upragnione ciąże, biorą śluby kościelne (znów jedyne słuszne), za to ta, która nie doznała oświecenie, pozostaje niestety sama do końca opowieści. 
Przyznam szczerze, że jestem książką bardzo rozczarowana. Porusza ona bardzo trudną dla kobiet tematykę, jaką jest poronienie, tematykę, gdzie mieszanie spraw metafizycznych jest dla mnie zupełnie nie na miejscu. Pozwalam sobie na takie wypowiedzi, bo znam to wszystko z autopsji. Do 3/4 książki miałam wrażenie zupełnego zrozumienia sytuacji przez autorkę, czułam, że taka forma pomocy może być skuteczna, poza tym miałam wrażenie poważnego podejścia do problematyki poronienia i traktowania kobiet w szpitalach z takim problemem i nagle boom... wszystko w rękach Boga. Autorki nie skreślam, być może inne jej pozycje są bardziej bezstronne i mniej nawołujące do wiary, ale ten tytuł zupełnie zawiódł i nie polecam, jeśli ktoś szuka bezstronnej powieści o bardzo trudnym i bolesnym temacie, jakim jest poronienie ciąży.