czwartek, 28 listopada 2013

Kto, jak nie ja? KATARZYNA KOŁCZEWSKA



    Bardzo zdecydowane i mocne wejście na scenę pisarską. Książka, która chyba nikogo nie pozostawia obojętnym. Historia Anny, uznanego ginekologa-położnika i małej, trzyletniej Oli, wnuczki siostry Anny.
   Poznajemy pięćdziesięcioletnią Annę na kilka dni przed wigilią świąt Bożego Narodzenia. Od pół roku przebywa na bezpłatnym urlopie, pije. Choć sama twierdzi, że jej życie jest idealne i dokładnie takie, jakie chciała, to Anna jest bardzo samotna. Jej siostra wraz z mężem mieszka w Warszawie, zaś ona sama jest bezdzietną rozwódką. Zresztą dzieci Anna nigdy nie chciała mieć. I nagle, na skutek dramatycznych wydarzeń, pod opiekę Anny trafia Ola, osierocona trzyletnia brzydka dziewczynka. Kobieta, która ma duże problemy z alkoholem i lekami, bardzo długo nie umie sobie poradzić z sytuacją, a Ola jej tego nie ułatwia. Niekończące się histerie, moczenie, torsje, słaba mowa, to wszystko powoduje, że Anna nie daje sobie rady. Pije i bierze leki nie zważając zupełnie na to, że obok jest małe dziecko, za które teraz jest odpowiedzialna. Wielokrotnie próbuje przekazać dziewczynkę swojej siostrze, a babce dziecka, ta jednak, jest zbyt skoncentrowana na sobie i swoim zdrowiu, by móc zająć się małą. Kiedy Ola trafia do pogotowia opiekuńczego, Anna, przerażona widokiem dzieci tam mieszkających, rusza niebo i ziemię, aby odzyskać dziewczynkę i stać się jej prawnym opiekunem. 
    Moją uwagę, oprócz rzecz jasna głównej bohaterki, zwróciła babcia dziecka, a siostra Anny, Magda. Dawno już drugoplanowa postać tak bardzo mną nie wstrząsnęła. Jej egoizm, brak zainteresowania względem wnuczki, wyzucie z jakichkolwiek uczuć napawało mnie oburzeniem i zniesmaczeniem. O ile jestem pełna zrozumienia dla Anny i Oli, o tyle Magda jest postacią, którą zdecydowanie potępiam. I Robert, mąż Magdy... mężczyzna, który boi się własnego cienia, którego zniewolenie przez żonę jest tak ogromne, że nawet nie próbuje podjąć walki o własną wnuczkę. 
    "Kto, jak nie ja" jest doskonałym zapisem heroicznej walki z samym sobą, z demonami przeszłości. Mocne wejście w głąb ludzkiej psychiki. Ta książka to ukazanie wszystkich etapów choroby alkoholowej, to upadek na samo dno i walka o wyjście z niego. Opowieść o cierpieniu małego dziecka po stracie najbliższych, próbie poukładania sobie życia na nowo. Czytając tę książkę, będziemy przeżywać pełen wachlarz emocji, od współczucia, zaskoczenia, czasem szoku, czasem oburzenia, po uśmiech i nadzieję. To książka, którą po prostu trzeba przeczytać. 



"Kto, jak nie ja?" Katarzyna Kołczewska, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2013

 
    

 

niedziela, 24 listopada 2013

W cudzym domu HANNA CYGLER




    Ponieważ pierwsza przeczytana przeze mnie książka pani Hanny Cygler nie przypadła mi do gustu zupełnie, o czym piszę tutaj http://ksiazkapolapkach.blogspot.com/2013/11/bratnie-dusze-hanna-cygler.html , a obiecałam sobie, że się nie zrażę i przeczytam inną pozycję autorki, obietnicy dotrzymałam. W bibliotece znalazłam "W cudzym domu", przeczytałam opis i stwierdziłam, że spróbuję. I tym razem nie żałuję. Z pewnością spowodowane to jest dobrym piórem pani Cygler, które teraz zdecydowanie doceniam, ale też tym, że lubię książki osadzone w realiach XIX wieku.
    Lata osiemdziesiąte XIX wieku. Poznajemy Luizę Sokołowską, Paryżankę z polskimi korzeniami. W wyniku spisku matki z notariuszem, Luiza ma zostać wydana za mąż. Ponieważ Luiza nie jest tym mariażem zainteresowana, z pomocą przyjaciela Gastona, opuszcza Paryż i przyjeżdża do Warszawy. Podczas przesiadki w Berlinie spotyka na dworcu Joachima Hallmana. To krótkie spotkanie i jeszcze krótsza wymiana zdań dość mocno zapadną w pamięci Joachima. 
    W Polsce Luiza chce odszukać ojca i prosić go o pomoc. Rzeczywistość jednak jest zupełnie inna niż ta, którą przedstawiała jej matka. Ojciec nie żyje, a na domiar złego dowiaduje się, że jest nieślubnym dzieckiem. Dziadek nie uważa za stosowne pomóc wnuczce, choć przyznaje, że podobieństwo do jego syna jest uderzające. Aby dziewczyna mogła przeżyć zatrudnia się jako guwernantka u państwa Lubeckich. 
    W tym czasie Joachim również trafia do Warszawy. Wraz ze swoimi przyjaciółmi pojawia się w domu, gdzie pracuje Luiza. Młodzi zakochują się w sobie, ale spisek, w jaki zostaje uwikłany Joachim, rozdziela młodych na kilka lat. 
   Bardziej szczegółowo opisywać perypetii tych dwojga nie będę, bo zbyt wiele bym ujawniła. Książka jest bardzo bogata w różnorodne wydarzenia. Oprócz miłości, nie tylko między głównymi bohaterami, jesteśmy też świadkami zdrady, tajemnic rodzinnych, namiętności, kłamstw. Ciekawe w powieści jest to, że autorka krąży nieustannie między 1880 a 1888 rokiem. Co kilka rozdziałów przenosimy się też w różne rejony świata. To ciekawy zabieg, który zmusza nas do bacznego śledzenia losów bohaterów. 
  Czy warto tę książkę przeczytać? Zdecydowanie tak. Tym, których odstrasza zakwalifikowanie powieści jako historyczna, śpieszę donieść, że owszem, osadzenie akcji jest w XIX wieku, ale dla mnie to powieść obyczajowa. Chyba nawet nie nazwałabym jej romansem. Książka wciągnęła mnie bardzo i tylko brak czasu powodował, że nie przeczytałam jej zbyt szybko. 

sobota, 16 listopada 2013

wyjątkowe koszulki z nadrukiem


Chciałabym wszystkim zaproponować koszulki z nadrukiem, których autorem jest mój mąż Jarek. Każda z nich jest niepowtarzalna. 


Jeśli sami macie jakiś pomysł na nadruk, a nie umiecie go zrealizować, to możecie skontaktować się z Jarkiem drogą mail'ową, opisując swój pomysł jarqs2@o2.pl 

Całkiem nowe życie MARIA ULATOWSKA




    Szczerze muszę się przyznać, że zabierałam się za tę książkę z przekonaniem, że trafiam na romansidło niskich lotów. Dorobku pani Marii Ulatowskiej nie znam zupełnie, a kojarzyłam Ją z romansami. Zupełnie nie umiem wytłumaczyć, skąd taki sposób myślenia mi się zalęgł w głowie. Jakież było moje zdziwienie podczas czytania. I tu od razu chcę bardzo przeprosić Autorkę za wcześniejsze, bezpodstawne osądzanie "książki po okładce". Chylę czoła pani Mario! Ale do rzeczy.
Książka, która zaczyna się w 1968 roku, prowadzi nas przez kolejne lata i kolejne losy Franciszki Janusiak, młodej dziewczyny z małego miasta. Śledzimy jej historię, jej odczucia, jej przemianę z młodej, nieopierzonej dziewczyny z marzeniami w dojrzałą, silną i świadomą kobietę. Franciszka, po śmierci rodziców, wyjeżdża na wczasy z zakładu pracy. Pierwszy raz w życiu. Jedzie do Karpacza. Nigdy nigdzie nie wyjeżdżała, więc jest to dla niej przygoda życia. Nawet nie przypuszcza, że właśnie wchodzi do swojego nowego życia. W ośrodku wczasowym poznaje właściciela tegoż, Zenona Wołodarskiego, mężczyznę starszego od siebie o dwadzieścia dziewięć lat, rozwodnika, z synem w wieku Franciszki. Zakochuje się w nim miłością pierwszą i najszczerszą do tego stopnia, że postanawia sprzedać dom rodzinny, a wszystkie uzyskane w ten sposób pieniądze przekazuje mężowi i przenosi się na stałe do Karpacza, do domu męża. W swej dziewczęcej naiwności wierzy, że złapała pana Boga za nogi. Dość szybko okazuje się, że to sielankowe życie i związek ze szczerej i prawdziwej miłości, to ułuda. Również relacje z teściową, Sabiną Wołodarską, pozostawiają wiele do życzenia. Zaborczość męża doprowadza do tragedii, po której Franciszce zaczynają powoli otwierać się oczy na rzeczywistość, która ją otacza. Autorka doskonale opisuje proces przemiany bohaterki z nieopierzonego dziewczęcia żyjącego ideałami, w kobietę silną wewnętrznie, gotową do bardzo wielu poświęceń, stanowczą, idącą przebojem przez życie, walczącą o siebie i swoje prawo do szczęścia. Franciszka staje się kobietą, która nie cofnie się przed niczym, aby choć trochę zaznać szczęścia. Kolejne strony książki to kolejne miesiące i lata z życia bohaterki, jej rodziny i przyjaciół. 
Z pozoru książka zwyczajna, opisująca losy ludzkie, jakie są udziałem niejednego z nas. Ale dla mnie czytanie jej było niezwykłym doświadczeniem. Wrażenie, że czytam czyjąś biografię było nieodparte. Ogrom przeżyć Franciszki, niejednokrotnie wielkie tragedie, heroiczna walka o prawo do szczęścia i wolnego wyboru, to wszystko powodowało, że czytając zastanawiałam się nad własnym życiem. Nie raz zadawałam sobie pytanie, jak ja postąpiłabym w takiej sytuacji? Czy umiałabym poradzić sobie, podnieść się po tragedii? Czy będąc zupełnie sama w obcym mieście, mając obok siebie nieżyczliwe mi osoby, potrafiłabym zawalczyć o siebie, czy zwyczajnie poddałabym się? Jak łatwo jest zrezygnować, powiedzieć nie dam rady. A ta książka i jej bohaterka pokazują, że można, że zdecydowanie powinno się walczyć o samego siebie i prawo do życia według własnych marzeń i potrzeb. Ta powieść ukazuje, jak wiele każdy z nas potrafi unieść na swoich barkach, jak każdy z nas może osiągnąć sukces, i jak ważne jest życie w zgodzie ze swoim sumieniem. To również lekcja wyboru starego jak świat między dobrem a złem, między życzliwością a nienawiścią, między łatwym, nieuczciwym sposobem uzyskania dóbr materialnych, a ciężką pracą. Ci, którzy postępują niegodnie, niejednokrotnie nieludzko, zostają ukarani. Kolejny raz przekonamy się, że tylko uczciwą pracą i pozytywnym nastawieniem do ludzi mamy szansę osiągnąć sukces. Zupełnie jak w życiu. 
"Całkiem nowe życie" to powieść, którą zdecydowanie warto przeczytać. Potrafi podnieść na duchu, daje możliwość zatrzymania się na chwilę i spojrzenia na siebie i swoje życie trochę z boku, z innej perspektywy. Daje nadzieję, że z każdych kłopotów jest wyjście i pokazuje, że w każdym z nas jest niesamowita siła, którą warto wydobyć, by żyć szczęśliwie i zwyczajnie po swojemu. 

piątek, 15 listopada 2013

              Witam wszystkich bardzo serdecznie na moim blogu 
                                            
                                             Książką po łapkach. 
         
        Bloga prowadzę od ponad roku, choć daty opublikowanych przeze mnie postów na to zupełnie nie wskazują :) Do tej pory mój blog o tej samej nazwie znajdował się na portalu www.blox.pl, ale nadszedł czas na zmiany. Postanowiłam przenieść swoje posty na blogger'a i tak też uczyniłam. Proszę o łaskawość dla najwcześniejszych tekstów (dla późniejszych w sumie też ;) ), czytając je teraz ponownie sama widzę zdecydowane braki w ich jakości. Mimo to postanowiłam przenieść wpisy w całości. To jednak moje początki, niech sobie tu będą i przypominają mi, jak nie należy pisać. 
O czym piszę? O książkach, które czytam. Nie dla wydawnictw, zdecydowanie dla siebie. Jeśli kiedykolwiek jakiekolwiek wydawnictwo, bądź sam autor będą chcieli, abym dla nich napisała na temat jakiejś książki, będzie mi bardzo miło. Jeśli nie, to i tak będę tu sobie opisywać wrażenia po przeczytaniu kolejnych powieści. 
W życiu prywatnym jestem mamą dla dwóch dziewczyn - Oliwii i Matyldy. Psią mamą też jestem, bo kocham te stwory bardzo - Leon i Ludwik - obaj przygarnięci, obaj cudowni. Jestem też żoną :D Jarosław - pozdrawiam Cię i buziakuję z tego tu oto bloga :P Myślę, że wystarczy już prywaty. Zapraszam do czytania, komentowania, podsyłania linków do swoich wpisów o książkach.
Bawcie się dobrze :D

Wszystkie grzechy nieboszczyka IWONA MEJZA



    Piszę na "gorąco", właśnie skończyłam czytać i bardzo chcę polecić Waszej uwadze tę pozycję. Jeśli komuś ostatnio doskwiera brak porządnego kryminału, to bardzo proszę - jest - "Wszystkie grzechy nieboszczyka" Iwony Mejzy. Próbowałam znaleźć porównanie literackie dla tej książki, ale nie do końca zgadzam się z opinią, że przypomina Joannę Chmielewską. Przez chwilkę zamajaczyły mi książki Agathy Christie, ale tylko przez chwilkę. Zdecydowanie książka jest jedyna w swoim rodzaju. Niech jej reklamą będzie to, że nie mając zbyt dużo czasu na czytanie, dreptałam niecierpliwie nóżkami, żeby tylko tę chwilę udało się znaleźć. Przez cały czas byłam zwyczajnie zainteresowana co dalej się wydarzy, jak skończy się książka, no i podstawowe: kto zabił?
Bożena, wzorowa kasjerka w firmie ubezpieczeniowej Bezpieczna Przyszłość, znajduje pod swoim biurkiem trupa, który wygląda znajomo. I od tej pory tych trupów trochę jeszcze przybędzie. Śledztwo prowadzi komisarz Jodła wraz z zespołem, Marzenką i Tomkiem. W tle mamy również zabójczo przystojnego patologa doktora Romana Ziębińskiego. Zaczyna się śledztwo. Ale zanim wyjdzie na jaw, kto zabił Anatola Banysia, pracownicy biura robią wszystko, by ukryć swoje grzeszki służbowe.W tym czasie pojawia się kolejny trup w postaci kierownika Bezpiecznej Przyszłości. Jeśli myślicie, że to koniec nieboszczyków, to się mylicie. Oczywiście nie napiszę już więcej, bo zepsułabym przyjemność czytania. 
Nie jest to kryminał mroczny, gdzie opis zbrodni jest z dokładnością prawie tkankową nieboszczyka, nie ma też psychologicznej analizy mordercy, ale mogę zagwarantować podekscytowanie i zaciekawienie do ostatniej strony. Humor w powieści nie jest narzucający się, co daje gwarancję, że nie mamy do czynienia z farsą i zdecydowanie został zachowany charakter kryminału. 

Najlepsze jest najbliżej MAŁGORZATA J. KURSA





    Trochę inna Małgorzata Kursa. Inna, ale wcale nie gorsza. Wszystkie książki, które przeczytałam tej autorki były przede wszystkim kryminałami z ogromną dawką humoru, gdzie majaczył w tle wątek romansowy, a tematy życiowe były umiejętnie wplatane w fabułę, jednak w "Najlepsze jest najbliżej" możemy zapomnieć o chwilach grozy na ulicach Kraśnika. Za to mamy przepiękną przyjaźń przeradzającą się w jeszcze piękniejszą miłość. 
Andrzej i Olinka, czyli przyjaciele z dzieciństwa, z jednego podwórka. On z rodziny patologicznej, całe życie czujący odpowiedzialność za swoich bliskich, ona nigdy dość dobra dla swojej apodyktycznej matki. Człowiek biznesu i postrach Kraśnika oraz pani doktor ginekolog-położnik. Oboje po trzydziestce, diametralnie różniący się usposobieniem. Oczywiście jest i dobry duch powieści, czyli Marta Artymowicz, zwana Malutką, niedościgniony ideał dla obojga przyjaciół, lecz dla każdego pod innym względem. 
Tych dwoje przez całe swoje życie jest obok siebie, wspiera się w trudnych chwilach, jest dla siebie prawdziwym oparciem. Olinka już od dłuższego czasu skrycie kocha się w Andrzeju, ale kiedy dowiaduje się, że dla Rambo jedyną ukochaną jest Marta, przestaje mieć jakiekolwiek złudzenia. Nie jest w stanie nawet znienawidzić Malutkej, bo jej nie dla się nie lubić. Sama Malutka nie jest zupełnie świadoma tego, że stanowi obiekt zazdrości ze strony Oli i ideał kobiety ze strony Andrzeja. 
Książka, która w zamierzeniu autorki jest zapewne skierowana typowo do kobiet, powinna być, choć fragmentami, przeczytana przez mężczyzn. Autorka opisuje, jak łatwo jest kochać zbyt mocno, jak strach o bezpieczeństwo najbliższej osoby przesłania racjonalne myślenie. To książka zdecydowanie romantyczna, ale nie można nie wspomnieć o poruszanych tu trudnych tematach. Dzieciństwo doktor Oli zostało zniszczone przez matkę, a ona sama po dziś dzień nie może sobie poradzić z lękiem przed nią. Andrzej stracił najbliższą rodzinę, co spowodowało załamanie, obwinianie się o śmierć ukochanych osób. W tych trudnych chwilach oboje mogą liczyć na przyjaźń i ta książka pokazuje siłę, jaką niesie za sobą prawdziwy i oddany przyjaciel. Sam tytuł jest wiele mówiący, a treść powieści tylko umacnia nas w przekonaniu, że to, co jest najlepsze jest tuż tuż, wcale nie trzeba szukać i wypatrywać. W jednej kwestii ta książka nie różni się niczym od pozostałych autorstwa Małgorzaty Kursy - jest niesamowicie ciepła. Ja znów miałam wrażenie, że znam tych ludzi, że to nie wymyślone postaci. 

Nalewka zapomnienia, czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek KASIA BULICZ-KASPSZAK





    Walczyłam zajadle i wściekle, żeby zdobyć książkę Kasi Bulicz-Kasprzak i wywalczyłam ;) Wiele konkursów i w końcu udało się! Niecierpliwie czekałam na przesyłkę, czytając co chwilę nowe opinie. Kiedy dotarła do mnie, moja radość sięgnęła zenitu i tylko przez chwilkę pomyślałam, a co, jeśli tyle starań, tyle nadziei pokładanej pójdzie na marne? Jednak nie. Książka jest świetna, zupełnie inna niż ostatnio proponowane pozycje. Po przeczytaniu debiutu pisarskiego Kasi, miałam nadzieję, że styl pisania pozostanie i ufff. Jest dokładnie taki sam, rewelacyjny.
Jaga, choć tak na prawdę Agnieszka, kobieta niezależna, już nie podlotek, rozwódka, żyjąca tylko pracą, podczas sztafety zorganizowanej przez jej firmę ulega wypadkowi. Trafia do szpitala, gdzie zostaje poddana badaniom. Jedno z nich przynosi zaskakującą diagnozę - Jaga ma raka i pozostało jej kilka miesięcy życia. Początkowo odpycha od siebie myśli o chorobie. Kiedy metoda wyparcia zawodzi, postanawia zniknąć. Wyjeżdża do domu rodzinnego swojej babci, z którego po wielu latach niewiele zostało. Kobiecie, która do niedawna nie była w stanie funkcjonować bez dostępu do świata, przestaje zupełnie przeszkadzać brak łazienki czy toalety, a nienaładowany telefon leży w samochodzie. 
I w tych okolicznościach Jaga zaczyna nowe życie wraz z psem, kotem oraz myszą i jej dziećmi. Jest i zielarka Śliwowa, pojawiająca się znienacka i zawsze wychodząca z krzaków oraz Mona - rodzanica. Jak bumerang powraca były mąż Julian wraz z ciężarną narzeczoną, a i najbliższa rodzina też nie daje za wygraną i tak łatwo nie zapomina o bohaterce. Ehhh... nie będzie łatwo umrzeć w samotności.
To nie jest zwykłe babskie czytadło. To opowieść o dojrzałej kobiecie, której bagaż doświadczeń jest ogromny i wcale nie lekki. Z mroków przeszłości powracają obrazy z dzieciństwa, które teraz należy uporządkować. Układ z ojcem i jego nową rodziną nie był łatwy i wymaga naprawienia. Poukładania domaga się również relacja matka-córka. To również terapia samej Jagi, bo do tej pory egoistka, budząca lęk u swoich pracowników, teraz uwalnia się od tego. Tych, którzy marzą o wątku miłosnym zapewniam, że się nie zawiodą, gdyż na scenie pojawia się niewysoki, za to z niesamowitym torsem lekarz weterynarii, co prawda poznany w dość nieciekawych okolicznościach, ale mimo tego między Jagą a Andrzejem rodzi się magia i prawdziwe przyciąganie. 
W książkach Kasi jest tajemnica, coś niesamowicie elektryzującego. Niby historia jakich wiele już opisano, niby cisza i spokój małego miasteczka oraz ucieczka głównej bohaterki, co niewątpliwie często pojawia się w propozycjach książkowych dla kobiet, ale sposób przekazu autorki jest niebanalny, zupełnie inny, nietuzinkowy. Kasia tworzy wokół książki i jej postaci aurę, jaką można spotkać tylko w bajkach, przez co czyta się je jednym tchem, czekając na morał i szczęśliwe zakończenie. Mimo podobieństwa do bajki, to nie cukierkowa, harlequinowa powieść. To rozrachunek z własnym życiem i własnymi demonami, które bohaterka będzie oswajała wraz ze swoimi zwierzęcymi przyjaciółmi. 

Bratnie dusze HANNA CYGLER





    Moje pierwsze spotkanie z panią Hanną Cygler. Ale zupełnie nie wiem czy uznać je za udane czy też niekoniecznie. Być może właśnie w tej chwili narażam się wszystkim sympatykom pisarki, ale nie zachłysnęłam się tą książką. Historia trzech przyjaciółek, Weroniki, Aldony i Miśki. Dwie pierwsze są malarkami, ostatnia z nich to dziennikarka pisząca o sztuce i kulturze. Weronika, mimo bardzo młodego wieku, jest uznaną malarką, ma wspaniałego męża, dwójkę dzieci. Aldona, najstarsza z kobiet, wdowa po znanym lekarzu, matka dorastającej Mai, malarka, której nie udało się skończyć studiów, kompletnie nie wierząca w swoje możliwości i talent. I Miśka, Michalina, dziennikarka pisząca o kulturze i sztuce, stale uwikłana w toksyczne związki, jak dla mnie najbardziej sympatyczna bohaterka tej książki. Na idealnym układzie przyjacielskim zaczynają pojawiać się rysy. Oczywiście winny temu jest mężczyzna, który sam ma problemy ze swoją przeszłością oraz zdrowiem psychicznym. Ale nie tylko, bo najbardziej w książce uwidocznione są niespełnione ambicje, zazdrość o sukces zawodowy oraz o sukcesy w życiu prywatnym. I właśnie w chwili, kiedy okazuje się, że może nie wystarczyć przyjaźni do pokonania problemów, Michalina odkrywa prawdę i scala na nowo dziewczyny ze sobą. 
Cała historia jest opisana ciekawie, choć mnie zupełnie nie zachwyciła. Ot, kolejne czytadło. Wątek Marka jest wydumany. Jakby zupełnie nie pasujący do całości, naciągany. Miałam wrażenie, że to postać z innej książki, jego problemy, które wpłynęły na obecną postawę są jakby niedopracowane. Jak dla mnie, całą książkę ratuje postać Miśki, dobrego ducha powieści. To ona przyczynia się do tego, że między Aldoną a jej córką zaczyna się układać, to ona odkrywa prawdę o Marku Marczyńskim, i to również ona doprowadza do zażegnania konfliktu między kobietami. 
Przede mną jeszcze kilka książek pani Cygler. Mam nadzieję, że będą lepsze niż opisana powyżej. 

Babska misja MAŁGORZATA J. KURSA





    Pewnie ci, którzy znają choć trochę wpisy na moim blogu wiedzą, że jak widać w tytule książkę Małgorzaty Kursy, to będę piała zachwyty i peany pochwalne :D no i się nie mylą, bo ja znów jestem pod wrażeniem. Jest humor, jest zbrodnia, ale przede wszystkim jest ciepło bijące od bohaterów, a ja lubię takie książki. Pani Małgosia pisze, że wszystkie postaci w książce są fikcyjne, ale czytając mam wrażenie, że ci ludzie żyją tam gdzieś w Kraśniku. Wyobrażam sobie ich chodzących po ulicach, w ich domach i tęsknię do takiej szczerej i bezinteresownej przyjaźni. I wszystkim tym, którym nie odpowiada taka twórczość wyjaśniam, że sama autorka mówi o swoich książkach "czytadła", jakby nie do końca traktując je z należytą powagą, co tylko dodaje uroku i książkom i samej autorce. Dla mnie sztuką jest rozbawić czytelnika w pierwszej przeczytanej przez niego książce i utrzymać to rozbawienie przez kolejne powieści. 
Ale do rzeczy. Jest to pierwsza książka, która wyszła spod pióra Małgosi Kursy, pierwsza, która rozpoczyna opowieść o pewnej grupie ludzi mieszkających w Kraśniku. Tym razem główne bohaterki to Lukrecja i Monika. Obie młode, piękne ... i wolne. Luka, bo ma uraz do płci męskiej w genach poparty doświadczeniem własnym, a Monika, mając za przyjaciółkę prawdziwą piękność, może do woli sprawdzać, czy wybranek się powstrzyma przed Luką i będzie wierny Monice. Póki co, bilans wychodzi jej in minus. W tzw międzyczasie Luka zakochana jest w Filipie, koledze z pracy. Miłość jest zdecydowanie jednostronna, gdyż w/w kocha tylko siebie, co okaże się oczywiście podczas czytania. W pobliskim domu dochodzi do śmierci młodej i pięknej Mariolki, w redakcji do włamania, w oknie pokazuje się straszna morda w damskiej pończosze, a piękni mężczyźni walczą o względy głównych bohaterek. Oczywiście romantyczne zakończenie gwarantowane, do tego bardzo duża dawka dobrego humoru i sporo pozytywnej energii, czyli to, co Małgorzata Kursa za każdym razem wkłada do swoich książek. 

Precz z brunetami MARTA OBUCH





    Udało się :) Bardzo chciałam przeczytać pierwszą książkę Marty Obuch, ale miałam duży kłopot z dotarciem do niej. Żadna księgarnia, czy to internetowa czy stacjonarna, jej nie posiadała. Żadna ze znajomych bibliotek również. W wydawnictwie, do którego napisałam dowiedziałam się, że nakład wykupiony, wznowienia nie będzie. Próbowałam i w antykwariatach, ale też fiasko. Nie poddałam się i napisałam do samej autorki. I cóż się dowiaduję? Że Marta jest nie do końca zadowolona z tej książki, stąd brak wznowienia! Ręce mi opadły, usta w podkówkę wygięły i popadłam w zwyczajne rozczarowanie. Przeczytałam "Miłość, szkielet i spaghetti" i natychmiast zaczęłam uwielbiać styl autorki. A jak uwielbiam, to chcę przeczytać wszystko, co napisano i wydano. A tu nie da się. Zbyt długo nie trwałam w rozpaczy, bo o radości! dostałam pdf książki!. No i przeczytałam :D 
Pewnego dnia znika Walduś. Znika bez słowa, jak kamień w wodę. Dla Madzi, jego życiowej partnerki to szok, przecież to była miłość do grobowej deski!. Po chwilowym załamaniu, Madzia, wraz ze swoją przyjaciółką Netą, postanawia odnaleźć zaginionego. Proszą o pomoc agencję detektywistyczną o wiele mówiącej nazwie Bond's Serwis. Teraz nie chodzi już o trwogę Madzi o Waldusia, teraz to urażona kobieca duma bierze górę. 
W ten prosty sposób dziewczyny wplątują się w aferę kryminalną, wcale nie małego kalibru. I pomimo pomocy ze strony detektywów oraz policji, postanawiają na własną rękę rozwiązać tajemnicę Waldusia oraz jego kumpli. Oczywiście metody dotarcia do prawdy wołają o pomstę do nieba, ale za to jak zabawnie jest czytać opisy poczynań przyjaciółek. Oczywiście nie brakuje tu porządnego wątku miłosnego, który okrasza dodatkowo powieść. 
Jak na debiut pisarski uważam, że książka daje radę. Jest intryga, jest kryminał, jest humor i dowcipne dialogi. Oczywiście nie można jej porównać ze wspomnianą wcześniej przeze mnie czwartą powieścią Marty Obuch "Miłość, szkielet i spaghetti", ale myślę, że warta jest wznowienia. Czyta się ją przyjemnie, lekko, na ogólnie panującą niepogodę jak znalazł.

Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna KASIA BULICZ-KASPRZAK





     Coraz głośniej robi się o Kasi Bulicz-Kasprzak, tym bardziej, że wydała kolejną książkę, którą, mam nadzieję, uda mi się przeczytać. Ponieważ czytałam same ochy i achy na temat książek, postanowiłam sprawdzić, jak to jest naprawdę i sięgnęłam po pierwszą pozycję Kasi "Nie licząc kota, czyli kolejna historia miłosna", którą wygrała konkurs literacki wydawnictwa Nasza Księgarnia.
Może innym to przeszkadza, ale mnie się bardzo podobają długie tytuły książek pisarki, choć nie ukrywam, że nie jest mi je łatwo zapamiętać. Powielając większość recenzentów stwierdzam, że myślałam bardzo podobnie, ot kolejna historia o miłości w stylu ona kocha jego, on ją może nie aż tak, a na końcu żyli długo i szczęśliwie (bądź wersja na odwrót, czyli on kocha, ona średnio).
No i rzeczywiście Joanna sama nie wie, czy ten, którego kocha, to jedyny i ostatni. Po śmierci ciotki Wandy wraca do rodzinnego miasta, aby przejąć spadek po zmarłej. Oprócz dóbr materialnych dostaje też kota, rasowego devon rex'a - Franka. Kot, przerażony zmianami, jakie nastąpiły w jego życiu po śmierci "stara człowiek",pozostaje w ukryciu przez dłuższy czas. Ukrywa się, ale bacznie obserwuje rozwój wydarzeń i jest świetnym komentatorem. Tak, tak, dobrze napisałam - mówiący kot, choć lepsze określenie byłoby kot "myślący", bo tak na prawdę poznajemy jego myśli: "Moja człowiek zdechnięta. No niby nie ma się czemu dziwić. Stara była, a wszystko stare - zdycha. Ale z drugiej strony była stara, od kiedy ją znałem, więc mogłem myśleć, że u niej taki stan jest normalny, no nie? Tymczasem któregoś dnia zdechła. Macnąłem ją łapą tak dla pewności. Była zupełnie taka jak zdechnięta mysz. Zdechniętych lepiej nie jeść, mogą być otrute. Myszy znaczy. I można potem wymiotować tak, że oczy na wierzch wychodzą. I żołądek. No ale to, że moja człowiek jest nieżywa, to jest smutne. Nie bardzo wiem, co ze mną będzie." * Tak oto kot Franek opisuje swoje spostrzeżenia.
Tymczasem Joanka (tak na nią mówiono w szkole) próbuje rozmówić się ze swoją przeszłością, przy okazji poznając historię ciotki. Obie nie miały łatwego życia, obie opuszczone przez bliskich. Po traumatycznych przeżyciach, których sprawcą w przeszłości był obecny burmistrz miasta, ciotka wyrzuca Joannę z domu. Dziewczyna jest zbyt dumna, aby prosić o wybaczenie, zresztą młodzieńcza naiwność rządzi się własnymi prawami. Wyjeżdża do Warszawy, gdzie rozpoczyna studia na wydziale filologii angielskiej. Po ukończeniu studiów pozostaje na wydziale i rozpoczyna karierę naukową. Od trzech lat jest w związku z Łukaszem, z którym bardzo chce być, ale dręczy ją niepewność, że związek nieuchronnie się kończy. Kiedy śmierć ciotki sprowadza ją w rodzinne strony, zaczyna się proces rozliczania z przeszłością i akceptacja oraz docenienie teraźniejszości. 
To nie jest "kolejna historia miłosna". To zdecydowanie historia z morałem, książka zabawna i mądra. Autorka pokazuje, jak bardzo niezałatwiona przeszłość ma wpływ na tu i teraz. Zaciekłość i upór może przesłonić logiczne myślenie i zniweczyć szanse na poprawę relacji między bliskimi. Powieść czyta się bardzo szybko i trudno się od niej oderwać. 
Zdecydowanie dopisuję Kasię Bulicz-Kasprzak do moich ulubionych pisarek i tym bardziej jestem gotowa na poświęcenia, aby zdobyć jej nową książkę pt: "Nalewka zapomnienia, czyli bajka dla nieco starszych dziewczynek".

Abonent czasowo niedostępny EWA OSTROWSKA




   

      Emocje, natłok myśli, niedowierzanie, oburzenie. To wszystko, a może i więcej, targało mną podczas czytania książki Ewy Ostrowskiej "Abonent czasowo niedostępny". To moje pierwsze spotkanie z tą autorką, ale z pewnością nie ostatnie. Nie byłam w stanie przestać czytać, a po zakończeniu dość długo nie mogłam tej historii poukładać sobie w głowie. 
       Książka podzielona jest na dwie części. Pierwsza porusza do głębi, bo i temat nie jest łatwy. Główną bohaterką jest Marta, 22-letnia kobieta, która przez lata była molestowana seksualnie przez swojego ojczyma. Od ślubu Basi i Piotra, każdej nocy Marta musi znosić obecność męża matki w swoim pokoju, w swoim łóżku. Na początku zupełnie nie rozumie, czemu nowy tatuś całuje ją po szyi, a w pośladki wbija się twardy kijek. Bo właśnie w ten sposób na początku Marta odbiera całą sytuację. Potem ojczym posuwa się coraz dalej i dalej. Dziewczynka nie może liczyć na matkę, gdyż jest to kobieta skupiona przede wszystkim na hołubieniu swojego męża, do tego sama ma ogromne problemy ze sobą. Basia jest osobą bardzo zakłamaną, żyjącą wymyślonym przez siebie światem. Nie chce widzieć tego, co dzieje się między córką a własnym mężem, a co za tym idzie nie wierzy małej, oskarża ją o próbę rozbicia świetnej rodziny. Karze ją nie tylko słownie, ale i fizycznie. Kiedy matka rodzi bliźniaczki, ciężar zajmowania się dziećmi spada na Martę. To ona, kosztem własnej nauki, przewija, karmi, nosi na rękach. Kiedy dziewczynki idą do przedszkola, to właśnie na Martę spada obowiązek odwożenia dzieci, choć nie rzadko przez to spóźnia się do szkoły. 
     Jako dorosła już kobieta, Marta poznaje Pawła. Zakochuje się, jest szczęśliwa, próbuje poukładać swoje życie na nowo, chce zapomnieć i spróbować żyć na nowo. Wszystko układa się cudownie do czasu, kiedy okazuje się, że Marta jest w ciąży. W ciągu kilku chwil jej Paweł, ten dobry, kochany, tak pięknie mówiący o niej i ich miłości, zmienia się w potwora, który wyzywa dziewczynę, a następnie wyrzuca ją z domu. Dzięki staraniom matki dochodzi do fikcyjnego ślubu Marty i Pawła. Dzień ślubu jest jednocześnie dniem śmierci jej dziecka, za co bohaterka nie bez przyczyny obwinia własną matkę. Marta zapada się w siebie. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować. 
I tak dochodzimy do części drugiej książki, gdzie Marta poznaje Michała. Wydaje się, że jej życie w końcu zaczyna się układać, że nabiera normalnych barw... jednak nie do końca... Co wydarzy się dalej? 
      Powieść jest mocno kontrowersyjna, zważywszy na temat główny, który nadal w naszym kraju jest tabu. Jej ogromnym walorem są postaci drugoplanowe, których złożoność wzbogaca książkę, ich postępowanie nie jest oczywiste, a dla przeciętnego człowieka zupełnie niezrozumiałe i mroczne. Ewa Ostrowska pozwoliła nam poznać myśli Marty, pokazuje rzeczywistość widzianą oczyma molestowanej dziewczyny, dziewczyny odtrąconej przez najbliższych. Szykanowanej, poniżanej, nad którą matka znęca się. Proces, jaki zachodzi w człowieku po takich traumatycznych wydarzeniach jest tutaj bardzo dobrze ukazany. To wszystko jest niesamowicie realistyczne. Miałam wrażenie bycia w centrum tych wydarzeń. 
     Po książkę warto, a nawet należy sięgnąć. Mogę obiecać, że czytając szczególnie pierwszą część, będziecie ją przeżywać tak samo jak ja. To pozycja, która chyba nikogo nie pozostawi obojętnym. Mnie poruszyła tak bardzo, że płakałam czytając opisy okrucieństwa, jakie może wyrządzić dorosły człowiek dziecku.


Prawo panny Murphy RHYS BOWEN




    
    Molly Murphy, rudowłosa irlandzka dziewczyna, jest niesforna i niezależna. Kiedy nachalne zaloty panicza nie podobają się jej, bierze sprawy w swoje ręce, co niestety musi skończyć się ucieczką z rodzinnego Ballykillin. Pod przybranym nazwiskiem Kathleen O'Connor i jako "matka" dwójki dzieci wsiada na statek płynący do Nowego Jorku. Podczas rejsu dochodzi do zbrodni, a Molly, jako Kathleen, jest niestety podejrzana. Panna Murphy postanawia sama rozwiązać zagadkę, raz po raz wchodząc w paradę kapitanowi policji, Danielowi Sullivanowi. 
W książce, oprócz wątku kryminalnego, możemy znaleźć również miłosny, choć nie do końca należy się spodziewać zakończenia jak w typowym romansie. Na uwagę zasługują opisy tułaczki imigrantów. Rzeczywistość, która ich spotyka po dotarciu do Nowego Świata nierzadko mocno odbiega od ich wyobrażeń, bo czy przypływając do Ziemi Obiecanej spodziewali się, że w jednym pokoju miejsce znajdzie kilka osób, a luksusem będzie spanie na zdezelowanym fotelu? Możemy tu również przeczytać, jak żyją ci, którym się udało, którzy opływają w bogactwie, których stać na służbę i wygodne życie. 
Książka jest z gatunku kryminał retro, trochę przypominająca kryminały Agathy Christie, więc dla wszystkich miłośników takiej twórczości jak najbardziej polecam. Ja sama nie jestem zwolenniczką takiej prozy, choć czyta się ją lekko i przyjemnie. Trochę zbyt łatwo pannie Molly wszystko się udaje, co powoduje , że trudno mi tę książkę traktować poważnie, ale na pewno daje dużą dawkę dobrej energii. 

Tajemnica sosnowego dworku MAŁGORZATA J. KURSA



Małgorzata J. Kursa świetną pisarką jest i basta :)
Dziś do tablicy wywołałam "Tajemnicę Sosnowego Dworku". Znów przenosimy się do Kraśnika, ukochanego miasta autorki powieści, Małgorzaty Kursy. Tam też Katarzyna Rawska zostaje zwolniona z posady w banku i zaczyna pracę w fundacji. Najpierw musi jednak dopilnować prac remontowych dworku, w którym owa fundacja będzie miała swoją siedzibę.
Kasia, niepoprawna romantyczka, zakochana bez pamięci w Marku, który niestety nie ma zupełnie chęci na stałe związki, rzuca się w wir pracy. I tu na scenę wkraczają XIX-wieczne bliźniaczki - Zuzanna i Marianna Molnar, które zamieszkują Sosnowy Dworek. Kasia, wraz ze swoją przyjaciółką, Martą Artymowicz, postanawiają rozwiązać zagadkę śmierci obu sióstr.
Jak potoczyła się ta historia? To tajemnica właśnie Sosnowego Dworku, po rozwiązanie której należy sięgnąć do książki ;) 
I tym razem nie zawiodłam się, Małgorzatę Kursę kupuję bez rekomendacji. Jej książki jednocześnie są kontynuacją poprzedniej, jak i samodzielnymi powieściami. I jak zwykle u pani Małgosi, jest ogrom humoru, ciętych ripost, świetnej zabawy. Książka napisana jest lekko, z przymrużeniem oka. Autorka ma cudowną umiejętność pisania o sprawach ważnych w sposób niesamowicie łatwy i przyjemny. Bohaterowie są ludźmi bardzo ciepłymi, co powoduje niejakie przywiązanie się do nich, zaprzyjaźnienie się z nimi. 
Świetna lektura, świetne poczucie humoru, porównywalne z poczuciem humoru samej Joanny Chmielewskiej.

Saga BARBARA RYBAŁTOWSKA




    Pierwsza część Sagi Barbary Rybałtowskiej "Bez pożegnania" nie zrobiła na mnie pozytywnego wrażenia. I nie chodzi tu o tematykę, tylko sposób pisania, który wydawał mi się bardzo dziecinny, pospolity, jakby niepasujący do trudnej i bolesnej historii bohaterek książki. Dzięki samozaparciu i ciekawości lub na odwrót, sięgnęłam po kolejne części Sagi, wydanej przez Axis Mundi, i ... nie zawiodłam się.
Powieść jest oparta na przeżyciach autorki. Dramat II wojny światowej widziany oczami matki i córki, które walczą ze wszystkich sił, żeby przetrwać. Tragiczna śmierć ukochanego męża i ojca, zsyłka na Syberię, walka o każdy kęs jedzenia, przerażające zimno, krwawy plon, jaki zbiera wojna, to w dużym skrócie opis fabuły. Mimo całego dramatu, jaki jest w niej zawarty, nie raz się uśmiechnęłam, bo bohaterki są bardzo sympatyczne, mała Kasia jest niezwykle radosnym, rezolutnym dzieckiem, a Zosia uroczą kobietą, o niezłomnym charakterze, wewnętrznej sile oraz cudowną matką. I pomimo tych wszystkich argumentów, które jak najbardziej przemawiają za książką, ja jednak nie mogłam się odnaleźć w sposobie pisania autorki. Ale nie byłabym sobą, gdybym nie przeczytała kolejnych części, choćby z ciekawości. No i tym razem bardzo pozytywne odczucia mną zawładnęły.
Każda kolejna część jest, jak dla mnie, napisana już trochę innym językiem. Podążamy dalej losami Zosi i jej córki, którym udaje się opuścić Syberię, jadą do Afryki, gdzie Kasia idzie do szkoły, którą nota bene sama sobie wywalczyła i tam też zastaje je koniec wojny. Zosia, po wielu latach odnajduje miłość, choć nie jest jej łatwo ponownie pokochać mężczyznę. Powracają do Polski, choć nie do ukochanej przez Zosię Warszawy, tylko do Zamościa. Ich losy oraz powiększającej się rodziny wplatane są w polską rzeczywistość lat 50, 60 i 70-tych XX wieku. Kasia dorasta, przeżywa miłosne rozterki, a Zosia stara się ją we wszystkim wspierać, choć przychodzi jej to z trudem, gdyż jest idealistką-romantyczką zupełnie nie pasującą do rzeczywistości, jaka panuje w komunistycznej Polsce. Książki czyta się lekko i dziś zdecydowanie mogę powiedzieć, że chcę przeczytać kolejne, bo dałam się im uwieść.
Na chwilę obecną powstało pięć tomów Sagi, ale już wiadomo, że ma się pojawić kolejna część, na którą czekam z niecierpliwością, choć zupełnie siebie nie podejrzewałam o to po przeczytaniu "Bez pożegnania". 

Ekologiczna zemsta MAŁGORZATA KURSA



    Minęło już trochę czasu od zapoznania się z tą książką, ale nadal patrząc na okładkę zaczynam się uśmiechać, zresztą na wszystkie książki pani Małgosi Kursy tak reaguję, więc chyba nie będę obiektywna w mojej recenzji.
Malwina i Eliza, panie w wieku średnim, postanawiają naprawiać świat. Zaczynają od rodzimego Kraśnika, jego niektórych mrocznych mieszkańców i ich jeszcze bardziej mrocznych sekretów. Wciągają w swoją działalność młodsze pokolenie, które z nie mniejszym zapałem przystępuje do wszystkich działań wymyślonych przez te urocze panie. Efektem tychże jest postrach u miejskiego złodziejaszka i wysoko postawionego oficjela, co to wszystko może, bo on ma kontakty. Tak, tak, tych pań nie jest w stanie nic zatrzymać, ani ciemny park, ani rozległe kontakty szubrawca ani zięć jednej z nich - z zawodu policjant.
Wszystko to jest okraszone cudownym humorem, dowcipnymi dialogami, akcją szybką i konkretną. Nie chcę szczegółowo opisywać zdarzeń i pomysłów, na które wpadają stare przyjaciółki, bo to by zepsuło przyjemność czytania komuś, kto nie miał jeszcze okazji zapoznać się z tą książką. A warto, naprawdę warto, szczególnie, że wielkimi krokami zbliża się do nas jesień i dzięki tej książce, jak i każdej autorstwa pani Małgosi, rozjaśnimy sobie każdy dzień. 

Cisza pod sercem MONIKA ORŁOWSKA



    Ehh, żeby mieć więcej czasu :( nie bardzo mam możliwość czytać tyle, ile chcę, że nie wspomnę już o regularnych wpisach... ale się w końcu zebrałam przy książce Moniki Orłowskiej "Cisza pod sercem". 
Wiele sprzecznych emocji wywołała we mnie ta pozycja, i chyba właśnie o to chodzi. Od ogromnej euforii, poprzez współczucie dla bohaterek, po zniesmaczenie nakłanianiem do zawierzenia swoich problemów Bogu. Ale od początku. Historia czterech zupełnie sobie obcych kobiet, które poroniły ciąże z różnych powodów.
Spotykają się na forum internetowym, które z założenia ma pomagać kobietom po takim przejściu. Jak powszechnie wiadomo, podobne przeżycia bardzo łączą, więc i tu dochodzi do ogromnej przyjaźni, choć jest to trochę przyjaźń w zamkniętym kręgu, bo każda próba dołączenia nowych "forumowiczek", z tym samym problemem kończy się mniejszym lub większym niepowodzeniem. Oprócz wpisów internetowych poznajemy każdą kobietę w jej domowych pieleszach, ich historie, historie ciąż, związków, rozstań, no i o zgrozo stosunku do Boga... Jedna z pań jest zagorzałą katoliczką, która żyje w zgodzie z naukami kościoła, otwarcie przyznaje się do swojej politycznej przynależności (PiS). W pewnym momencie książki miałam wrażenie, że jest to jakaś forma apelu do czytelnika, aby szedł tylko tą drogą, bo tylko taka jest prawidłowa nie tylko dla autorki, ale dla ogółu społeczeństwa, bo tylko dzięki temu kobieta ma szansę na ponowną ciążę i szczęście w życiu.Pod koniec książki doznajemy wrażenia nawrócenia się dwóch duszyczek na jedynie słuszną drogę, co za tym idzie obie zachodzą w upragnione ciąże, biorą śluby kościelne (znów jedyne słuszne), za to ta, która nie doznała oświecenie, pozostaje niestety sama do końca opowieści. 
Przyznam szczerze, że jestem książką bardzo rozczarowana. Porusza ona bardzo trudną dla kobiet tematykę, jaką jest poronienie, tematykę, gdzie mieszanie spraw metafizycznych jest dla mnie zupełnie nie na miejscu. Pozwalam sobie na takie wypowiedzi, bo znam to wszystko z autopsji. Do 3/4 książki miałam wrażenie zupełnego zrozumienia sytuacji przez autorkę, czułam, że taka forma pomocy może być skuteczna, poza tym miałam wrażenie poważnego podejścia do problematyki poronienia i traktowania kobiet w szpitalach z takim problemem i nagle boom... wszystko w rękach Boga. Autorki nie skreślam, być może inne jej pozycje są bardziej bezstronne i mniej nawołujące do wiary, ale ten tytuł zupełnie zawiódł i nie polecam, jeśli ktoś szuka bezstronnej powieści o bardzo trudnym i bolesnym temacie, jakim jest poronienie ciąży.

Ciemne sekrety; Uczeń HJORTH/ROSENFELDT


     Szwedzki duet Michael Hjorth/Hans Rosenfeldt śmiało może konkurować z genialnym Stiegiem Larssonem. Dwie książki z gatunku powieść kryminalna, gdzie krwawe opisy zbrodni wcale nie wysuwają się na pierwszy plan. Ważniejsze są zdecydowanie relacje między bohaterami, które z pewnością nie należą do najłatwiejszych. Rozwiązanie zagadki morderstwa popełnionego na młodym chłopaku okazuje się być bardziej skomplikowane, niż na początku zakładano. Na scenę wkracza psycholog policyjny, ekspert od seryjnych morderstw, Sebastian Bergman, sam mocno poszarpany wewnętrznie, chamski, bezczelny, seksoholik oraz zespół Krajowej Policji Kryminalnej ze Sztokholmu. Relacje między tymi ludźmi, jak i profile psychologiczne każdego z osobna, zdecydowanie wysuwają się na pierwszy plan. Postępowanie Bergmana jest piekielnie irytujące i naprawdę grało na moich emocjach. Finał książki rewelacyjny, do końca trzymający w napięciu, zaskakujący. 
Druga część jest jeszcze lepsza niż pierwsza, co zdarza się wyjątkowo rzadko. Emocje silne, w pewnym momencie sama się wściekałam, że tak wolno czytam ;) Seria brutalnych morderstw na kobietach, które są dokładną kopią morderstw słynnego Edwarda Hindego z lat 90 XX wieku, burzy spokój Sztokholmu. Swoje siły znów łączą Krajowa Policja Kryminalna i Sebastian Bergman, który przyczynił się do złapania Hindego. Smaczku dodaje powiązanie obecnych ofiar z samym Bergmanem. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy lubią zagłębiać się w ludzką duszę.

Diabelska ewolucja; Miłość, szkielet i spaghetti; Odrobina fałszerstwa MARTA OBUCH

       

    Marta Obuch, świetny fotograf, ale i pisarka. Z wykształcenia polonistka, ukończyła szkołę wojskową, czyli mieszanka wybuchowa. Pierwszą książkę, którą przeczytałam to "Miłość, szkielet i spaghetti" i całe szczęście. Książka przezabawna, napisana z polotem, świetnie trzymająca w lekkim napięciu. Opowiada o trzech siostrach, które razem tworzą zabójcze trio, ich matce i ciotce - obie mistrzynie kuchni, obie gderliwe, archeologach, profesorze Lesiaku, Cezarym, włoskiej mafii i tajemniczym samobójcy. Akcja ma miejsce w Częstochowie, gdzie swoje macki przykleja włoska mafia, a archeolodzy odnajdują szkielet mężczyzny z XVII wieku. Tutaj pewnego dnia, z wieży jasnogórskiej wypada człowiek. Jest też garnek z bigosem i skład broni w ogródku. Więcej już nie piszę, ale polecam przeczytanie książki. 
I jak wyżej napisałam, całe szczęście, że "Miłość..." była pierwszą książką Marty Obuch, po którą sięgnęłam, bo pewnie bym jej nie przeczytała po "Diabelskiej ewolucji". Moim zdaniem najsłabsza, nudnawa, opisująca wydarzenia w Afryce, w tzw Kotle Diabła. Grupa międzynarodowych naukowców szuka kości praczłowieka. Przypadkowo główni bohaterowie, Lutka i Cezary, uważani są w wiosce za małżeństwo, co na początku jej nie pasuje, a jego bawi. Oczywiście jak można się domyśleć, na końcu będziemy mieć do czynienia z love story. A po drodze mają miejsce wydarzenia związane z tajemniczą śmiercią kucharza obozowego, sektą Mungiki, pojawia się też złowroga przepowiednia szamana z wioski. Nie zachwyciła mnie książka, niestety. Nie była aż tak zabawna, jak liczyłam, nie było również oczekiwania na rozwiązanie zagadki, bo w sumie dość szybko zorientowałam kto tu zabił i cała historia, która była podłożem dla tego morderstwa nie wynagrodziła mi szybkiego zidentyfikowania sprawcy. Do tego wątek miłosny na końcu potraktowany po macoszemu zdecydowanie. 
Ostatnią książką, którą przeczytałam, jest "Odrobina fałszerstwa". Tym razem Katowice, salon sprzedaży dzieł sztuki, w którym pracuje Jola - główna bohaterka, kobieta młoda, dociekliwa, zabawna. Pojawia się również Jacek, nowy w pracy, nie pasujący strojem do miejsca, za to błyskotliwy i szalenie przystojny. No i jest afera, z fałszerstwem obrazów w tle. Mamy tu również Alunię, która po latach zdominowania przez męża budzi w sobie kobietę powabną, o którą mąż Filip, artysta malarz, staje się wściekle zazdrosny. Postaci są świetnie dopracowane, na tyle sugestywnie, że czytając opisy Cycka (radosne zdrobnienie imienia Cyprian) czułam wręcz jego wątpliwy zapach. Znów Marta Obuch pokazała się ze swojej humorystycznej strony. Jest radośnie, znów z polotem i błyskotliwie. 
Niestety, nie mogę nigdzie dostać debiutu pisarskiego Marty "Precz z brunetami", a szkoda, bo ponoć świetna. Ogólnie, twórczość pani Obuch godna polecenia, widać w niej fascynację Joanną Chmielewską, którą szalenie lubię. 

Alibi na szczęście, Krok do szczęścia ANNA FICNER-OGONOWSKA

  

    Dziś dwie książki Anny Ficner-Ogonowskiej. Bardzo podekscytowana pozytywnymi komentarzami, w tym ludzi znanych (m.in. Danuta Stenka) rzuciłam się na nie, wygłodniała dobrej literatury i cóż... głodna pozostałam. Historia młodej kobiety, która przeżyła tragiczny w skutkach wypadek samochodowy swoich rodziców i dzień wcześniej poślubionego męża, opowiedziana jest bardzo ładnym językiem, z dbałością o emocje, które towarzyszą tragediom. Możemy obserwować walkę głównej bohaterki o powrót do normalności i, jak to zwykle w książkach bywa,  starania mężczyzny, aby zostać dostrzeżonym przez tę nieszczęśliwą i zamkniętą w sobie kobietę. I o ile przez połowę pierwszego tomu rzeczywiście trudno mi się było oderwać od książki, co poskutkowało zarwaniem jednej nocy, o tyle druga połowa tomu pierwszego i cały drugi mnie zwyczajnie znudził. Opisy stanów emocjonalnych głównej bohaterki ciągnęły się jak spaghetti, do tego miałam wrażenie, że przez 3/4 książki Hanka Lerska śpi. Wiecznie śpiąca, wiecznie zmęczona, zupełnie nienaturalna. Oczywiście obrońcy tych książek mogą powiedzieć, że jeśli kogoś spotyka ogromna tragedia, tak jak Hanię, to ma prawo tak się zachowywać, tylko ja się pytam ile można? Hmm... zupełnie nie w moim stylu takie rozmemłanie i może dlatego nie bardzo potrafiłam zrozumieć zachowań bohaterki, ani jej przemyśleń. W pewnym momencie zaczęłam omijać opisy, bo zwyczajnie nudziłam się nimi. Wiem, że w przygotowaniu jest trzecia część i będę się pewnie długo zastanawiać, czy po nią sięgnąć.

McDusia MAŁGORZATA MUSIEROWICZ

   


    Jestem świeżo po przeczytaniu najnowszej, już 19 części Jeżycjady „McDusi” Małgorzaty Musierowicz, i jak zwykle nie zawiodłam się. Wiem, wiem, powieści dla młodzieży. Musierowicz rzeczywiście zaczęłam czytać w wieku 12 lat, czyli.... heh ponad 20 lat temu :) Prawdę powiedziawszy to właśnie dzięki „Kwiatowi kalafiora” pokochałam czytanie. Wcześniej nie było mowy, żeby zagonić mnie do książek.
Od razu zakochałam się w rodzinie Borejków i ich przyjaciołach, w ich życiu, w ich cudownym oderwaniu od rzeczywistości, niekiedy naiwności, w ich cieple, które zaraża wszystkich przebywających w borejkowym otoczeniu. Zresztą czytając, zawsze miałam wrażenie, że ci ludzie naprawdę istnieją, że Musierowicz pisze powieści o ludziach, których sama zna, być może o swojej własnej rodzinie, że są z krwi i kości. Chyba też trochę zazdrościłam bohaterom takiego życia, właśnie tej naiwności, łagodności, miłości do literatury i wszędobylskiego uczucia oddania rodzinie. Pewnie teraz niejeden psycholog znalazłby jakiś materiał do analizy mojego życia, ale co tam. Ja po prostu marzyłam o takiej ciepłej, kochającej się rodzinie :)
Ale do rzeczy. Małgorzata Musierowicz zaczęła swój cykl w latach 70-tych XX wieku „Szóstą klepką”. Przez 35 lat powstała niesamowita historia rodzinna, która bawi pokolenia.
Ale nie tylko. Oprócz inteligentnego dowcipu, są to książki pełne refleksji, powodujące zatrzymanie się na chwilę w otaczającym świecie po to, aby pomyśleć na sobą i swoim życiem. Wierzę, że jeśli ktoś przeczytał choć jedną z części, nie mógł się oderwać i natychmiast miał potrzebę czytania kolejnych i kolejnych. Ja tak mam. Zresztą zawsze w chwilach trudnych sięgam po ukochany „Kwiat kalafiora” i niezmiennie się śmieję, wzruszam, zachwycam. „McDusia” mnie nie zawiodła. Znów przeniosłam się do świata marzeń, ciepła (mimo akcji dziejącej się podczas okresu świątecznego) i zadumy. Znów poczułam to ulotne „coś”, co przyciąga do tych książek wręcz magicznie.
Bardzo się ucieszyłam, kiedy w podręczniku do języka polskiego mojej córki do klasy V znalazłam fragmenty „Szóstej klepki” oraz „Idy sierpniowej”, bo choć sama podtykałam Młodej „Kwiat...”, to niestety nie udało mi się jej tym zaciekawić. Zobaczymy, może fragmenty innych części Jeżycjady spowodują, że dziecię też pokocha Musierowicz.

Cukiernia pod Amorem MAŁGORZATA GUTOWSKA-ADAMCZYK



    Bardzo długo mnie tu nie było, ale przeprowadzka do innego miasta pochłonęła mnie i moją rodzinę w całości. W tzw. "między czasie" udało mi się przeczytać dwie części z trzech "Cukierni pod Amorem" Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk. I wiecie co? Jak dla mnie świetna! Książki wciągające, od których oderwanie się grozi zniecierpliwieniem i natychmiastowym uczuciem przemożnej chęci powrotu do nich.
Wszystko zaczyna się od odkrycia przez archeologów tajemniczych zwłok kobiety z pierścieniem, który dawno temu zaginął. Właśnie ten pierścień łączy ze sobą ludzi z różnych warstw społecznych na wieki. Kim jest kobieta nosząca pierścień w ostatnich chwilach swojego życia nie wiadomo, przynajmniej nie w pierwszych dwóch tomach serii. Opowieść jest smakowita, jak specjały wypiekane w cukierni przez lata. Czytając opisy ciast jak i ich tajemne receptury miałam wrażenie, że czuję aromat tych wypieków. Pełna miłosnych uniesień, ale i dramatów, wzruszeń, pokazująca obyczaje szlachty, ale i przedstawiająca półświatek przestępczy warszawskiego Powiśla. Jest po prostu różnorodna i przez to ciekawa i wciągająca. Mnogość bohaterów, z których żaden nie jest głównym, to zdecydowany atut.
Książki są napisane tak dobrze, że chwilami miałam wrażenie, że jestem postronnym obserwatorem tych historii, że po cichu uczestniczę w tych wydarzeniach. Jest to najlepszy dowód na to, że te książki po prostu trzeba przeczytać. Z nieskrywaną radością i ze zniecierpliwieniem czytam trzecią część sagi, no i już się nie mogę doczekać zakupu kolejnej, czyli "Podróż do miasta świateł", która ukazała się w październiku tego roku. Natomiast jesienią 2013 roku ukaże się druga część "Podróży...". 

Rozważna i romantyczna JANE AUSTEN



    Ale zaskoczenie, prawda? ;) Książka wydana w 1811 roku, a ja postanawiam ją opisać i jeszcze reklamować :) Ale może ktoś nie zna, może nie czytał, nie wie czy się zabierać za taką staroć, więc ja z przyjemnością pomogę dokonać wyboru :) Zacznijmy od samej autorki, urodzonej w 1775 roku w Steventon w hrabstwie Hampshire, córka duchownego, z dość niskim posagiem, co niewątpliwie bardzo zmniejszało jej szanse na odpowiednie zamążpójście. Napisała sześć książek, które przyniosły jej sławę już za życia. Opisywała życie wyższych sfer XVIII-wiecznej Anglii, z bardzo trafnym opisem profili psychologicznych postaci, z dużą dramaturgią historii. Sama nigdy za mąż nie wyszła (jak wcześniej pisałam zbyt mały posag), ale potrafiła świetnie przedstawić romans między bohaterami książek, problemy społeczne związane z ówczesnym zamążpójściem, intrygi, mezalianse. Jedną z tych sześciu książek jest "Rozważna i romantyczna", i ją, jako pierwszą, opiszę. W kolejnych postach przedstawię pozostałe. 
Zatem przenosimy się do XVIII-wiecznej Anglii, gdzie kobiety całe dnie spędzają na doskonaleniu rysunku, czytaniu poezji, bywaniu na proszonych herbatkach, gdzie można usłyszeć najnowsze ploteczki. Ówczesna kobieta kojarzona jest ze słabością, swoją płciowością, wątłym zdrowiem, co powoduje umiejscowienie jej w zaciszu domowym i rodzeniem dzieci. Kobieta XVIII-wieczna nie studiuje, nie zajmuje się polityką, za to łaskawie przyjmuje atencję mężczyzn, szczególnie tych majętnych. Mężczyźni uważani są za silnych, lepiej wykształconych, światowych. Znajdujemy się w Sussex, gdzie od pokoleń mieszka rodzina Dashwood'ów. Kiedy umiera stary Dashwood, dalsza rodzina zamieszkująca posiadłość musi opuścić dom, zgodnie z ostatnią wolą zmarłego. Dość szybko umiera ojciec John'a Dashwood'a oraz trzech córek- Elinor, Marianne, Margaret. Oczywiście dziewczęta nie posiadają odpowiedniego posagu, za to posiadają szalenie wrażliwą i romantyczną matkę, która jest typową kobietą XVIII-wieczną. Permanentna migrena, wrażliwość na poziomie 10-letniego dziecka, czasem histeryczne stany, no i silna potrzeba wydania dobrze za mąż swych trzech córek. Brat przyrodni panienek, John, wraz ze swoją pozbawioną jakichkolwiek wyższych uczuć żoną Fanny, kobietą nastawioną na pieniądze, zazdrosną, sprytną, przejmują majątek w Sussex. Wdowa wraz z córkami przenoszą się do Devonshire, które daleko odbiega od standardów życia, do których panie Dashwood były przyzwyczajone. Elinor, zakochana z wzajemnością w bracie Fanny Dashwood, Edwardzie, jest tytułową rozważną. Spokojna, nieangażująca otoczenia swoją osobą, głos rozsądku rodziny, stawia czoło matce i siostrze Edwarda, które nie takiej żony oczekiwały dla swojego syna i brata. Wielokrotnie musi również zastępować młodszym siostrom matkę, kiedy ta niedomaga. Jej związek od początku powieści jest dość przewidywalny. Marianne jest zupełnym przeciwieństwem starszej siostry, egzaltowana, romantyczna, wiecznie w uniesieniu miłosnym. Jej związek z John'em Willoughby jest nieszczęśliwy, co niestety wynika z postrzegania Willoughby'ego przez Marianne. Nie zauważa ona sygnałów świadczących o nieuczciwości młodzieńca, co powoduje tragiczne zakończenie tej miłości. Rysuje nam się tu obraz starcia dwóch przeciwieństw, czym charakteryzowała się literatura XVIII wieku, z tą różnicą, że u Austen cechy przeciwne nie wypierają się, a uzupełniają. Można śmiało powiedzieć, że powieść ma przesłanie dydaktyczne. Autorka pokazuje, że postępowanie Elinor prowadzi do szczęśliwej, spełnionej miłości. To, co charakteryzuje społeczeństwo XVIII/XIX-wieczne to pieniądze i konwenanse, konwenanse i pieniądze. To one decydowały o statusie człowieka, jego pozycji. Każde jawne odsunięcie się od takiego standardu było bardzo źle widziane, odczytywane wręcz jako arogancja, szczególnie, jeśli to kobieta pozwalała sobie na taki występek. 
Mimo upływu wielu lat, od kiedy powieść ukazała się po raz pierwszy, uważam, że nie straciła kompletnie na swoim przesłaniu. Jest ono ze wszech miar aktualne i sądzę, że jeszcze długo będzie. Konwenanse mogą trochę śmieszyć, być "nie z tej epoki", ale ja znajduję w nich pozytywny romantyzm. Świat plotkarski nie różni się niczym zupełnie od dzisiejszego, bo czyż nie macie w swoim otoczeniu takich przykładów, że ktoś coś komuś powiedział, ten znów komuś innemu i tak właśnie powstała historia, która może zniszczyć czyjeś życie, która jest pożywką dla ludzi płytkich? Natomiast fakt, że światem rządzi pieniądz było, jest i będzie zawsze aktualne. 

Martwe jezioro OLGA RUDNICKA



      Tak właśnie zastanawiam się, czy opisać książki Olgi Rudnickiej w jednym poście czy może na każdą książkę poświęcić post osobny... hmm... i myślę sobie, że druga opcja jest zdecydowanie lepsza, bo docenia kunszt pisarski autorki, a jest co doceniać. Dodam, że autorka bardzo młoda, dziewczę prawie, rocznik '88 :) Jej książki to dowcipne kryminały, które trzymają w napięciu, mają świetnie rozbudowane postaci, wątek śledztwa jest zawsze dopracowany, czasem przypomina młodą Joannę Chmielewską. I nie ma co kryć, jestem zdeklarowaną fanką Rudnickiej :) Dziś opiszę pierwszą książkę Olgi, czyli "Martwe jezioro". Beata, młoda niezależna singielka, dostaje zaproszenie na ślub siostry, który ma się odbyć już za tydzień. Wywołuje to u Beaty niechęć. Nigdy nie czuła się związana z rodziną, przypuszcza nawet, że nie łączą ją z nią więzy krwi. Postanawia wynająć detektywa, który owszem, wyjaśnia pewne tajemnice rodzinne, ale niestety nie wszystkie. Oczywiście wątek kryminalny jest wątkiem głównym, ale pojawia się też romans, za sprawą roztrzepanej Uli, przyjaciółki Beaty, która usilnie stara się wyswatać główną bohaterkę z Jackiem- swoim bratem. Książkę czyta się świetnie, do tego szybko i z ciekawością. Połączenie kryminału, romansu i ciętego humoru, jak zwykle u Rudnickiej. Ma dziewczyna talent, ojjj ma :) Książka na jeden wieczór, bo czyta się ją bardzo szybko, jest intrygująca i bardzo dojrzale napisana, ma w sobie tajemnicę, magię, dowcip zabarwiony ironicznie, dobre dialogi. Ja nie mogłam się od niej oderwać :) 

Gruba NATALIA ROGIŃSKA






          Któż nie ma dziś kompleksów? Chyba nie ma takiej osoby. Ponieważ starsze dziecię zakuwa do klasówki z matmy, młodsze tuż obok smacznie pochrapuje, a Pan Małż ciężko pracuje, postanowiłam opisać książkę, którą przeczytałam 2 tygodnie temu i jeszcze pamiętam o czym była ;) Mowa o "Grubej" Natalii Rogińskiej. Zrobiła na mnie spore wrażenie, szczególnie, że od zawsze posiadam kompleks własnej wagi (jak pewnie większość kobiet na tym świecie). Tu dowiadujemy się, jak fantastycznie można siebie zaakceptować, będąc mocno powyżej średniej krajowej w uzyskanej wadze. Magda, czyli główna bohaterka, jest młoda, świetnie zarabia jako grafik komputerowy, ma cudowną babcię, która akceptuje dziewczynę i kocha bezgranicznie. Jest też upiorna mamunia, która za nic w świecie nie pozwala zapomnieć, ile aktualnie wynosi licznik na znienawidzonej wadze. Maniakalnie ćwiczy, ogląda seryjnie i obsesyjnie wszystkie wiadomości, pali nieskończone ilości papierosów, do tego jest sfrustrowana jak każda niespełniona kobieta. Przez całą książkę jesteśmy świadkami egoizmu i bezwzględności matki Magdy, ale i dowiadujemy się o marzeniach oraz potrzebie, aby mama wreszcie ją pokochała i zaakceptowała. Pewnego dnia w głowie Magdy pojawia się Blokada, która zabrania jej jeść, która zaczyna być silniejsza od nieposkromionego do tej pory Ssania. Oczywiście Magda będzie walczyć, ale czy wygra tę walkę... ? Czy zakończenie Was zaskoczy? Dowiecie się czytając książkę :) Nie zabraknie tu wątku miłosnego, bo przecież każda dobrze napisana książka dla kobiet musi takowy posiadać. Wiem, że krytycy literaccy wyrażają się o tej pozycji mało pochlebnie, ale ja uważam, że warto tę książkę przeczytać. Chociażby dlatego, żeby oswoić swoje kompleksy.