piątek, 15 listopada 2013

McDusia MAŁGORZATA MUSIEROWICZ

   


    Jestem świeżo po przeczytaniu najnowszej, już 19 części Jeżycjady „McDusi” Małgorzaty Musierowicz, i jak zwykle nie zawiodłam się. Wiem, wiem, powieści dla młodzieży. Musierowicz rzeczywiście zaczęłam czytać w wieku 12 lat, czyli.... heh ponad 20 lat temu :) Prawdę powiedziawszy to właśnie dzięki „Kwiatowi kalafiora” pokochałam czytanie. Wcześniej nie było mowy, żeby zagonić mnie do książek.
Od razu zakochałam się w rodzinie Borejków i ich przyjaciołach, w ich życiu, w ich cudownym oderwaniu od rzeczywistości, niekiedy naiwności, w ich cieple, które zaraża wszystkich przebywających w borejkowym otoczeniu. Zresztą czytając, zawsze miałam wrażenie, że ci ludzie naprawdę istnieją, że Musierowicz pisze powieści o ludziach, których sama zna, być może o swojej własnej rodzinie, że są z krwi i kości. Chyba też trochę zazdrościłam bohaterom takiego życia, właśnie tej naiwności, łagodności, miłości do literatury i wszędobylskiego uczucia oddania rodzinie. Pewnie teraz niejeden psycholog znalazłby jakiś materiał do analizy mojego życia, ale co tam. Ja po prostu marzyłam o takiej ciepłej, kochającej się rodzinie :)
Ale do rzeczy. Małgorzata Musierowicz zaczęła swój cykl w latach 70-tych XX wieku „Szóstą klepką”. Przez 35 lat powstała niesamowita historia rodzinna, która bawi pokolenia.
Ale nie tylko. Oprócz inteligentnego dowcipu, są to książki pełne refleksji, powodujące zatrzymanie się na chwilę w otaczającym świecie po to, aby pomyśleć na sobą i swoim życiem. Wierzę, że jeśli ktoś przeczytał choć jedną z części, nie mógł się oderwać i natychmiast miał potrzebę czytania kolejnych i kolejnych. Ja tak mam. Zresztą zawsze w chwilach trudnych sięgam po ukochany „Kwiat kalafiora” i niezmiennie się śmieję, wzruszam, zachwycam. „McDusia” mnie nie zawiodła. Znów przeniosłam się do świata marzeń, ciepła (mimo akcji dziejącej się podczas okresu świątecznego) i zadumy. Znów poczułam to ulotne „coś”, co przyciąga do tych książek wręcz magicznie.
Bardzo się ucieszyłam, kiedy w podręczniku do języka polskiego mojej córki do klasy V znalazłam fragmenty „Szóstej klepki” oraz „Idy sierpniowej”, bo choć sama podtykałam Młodej „Kwiat...”, to niestety nie udało mi się jej tym zaciekawić. Zobaczymy, może fragmenty innych części Jeżycjady spowodują, że dziecię też pokocha Musierowicz.