piątek, 15 listopada 2013

Babska misja MAŁGORZATA J. KURSA





    Pewnie ci, którzy znają choć trochę wpisy na moim blogu wiedzą, że jak widać w tytule książkę Małgorzaty Kursy, to będę piała zachwyty i peany pochwalne :D no i się nie mylą, bo ja znów jestem pod wrażeniem. Jest humor, jest zbrodnia, ale przede wszystkim jest ciepło bijące od bohaterów, a ja lubię takie książki. Pani Małgosia pisze, że wszystkie postaci w książce są fikcyjne, ale czytając mam wrażenie, że ci ludzie żyją tam gdzieś w Kraśniku. Wyobrażam sobie ich chodzących po ulicach, w ich domach i tęsknię do takiej szczerej i bezinteresownej przyjaźni. I wszystkim tym, którym nie odpowiada taka twórczość wyjaśniam, że sama autorka mówi o swoich książkach "czytadła", jakby nie do końca traktując je z należytą powagą, co tylko dodaje uroku i książkom i samej autorce. Dla mnie sztuką jest rozbawić czytelnika w pierwszej przeczytanej przez niego książce i utrzymać to rozbawienie przez kolejne powieści. 
Ale do rzeczy. Jest to pierwsza książka, która wyszła spod pióra Małgosi Kursy, pierwsza, która rozpoczyna opowieść o pewnej grupie ludzi mieszkających w Kraśniku. Tym razem główne bohaterki to Lukrecja i Monika. Obie młode, piękne ... i wolne. Luka, bo ma uraz do płci męskiej w genach poparty doświadczeniem własnym, a Monika, mając za przyjaciółkę prawdziwą piękność, może do woli sprawdzać, czy wybranek się powstrzyma przed Luką i będzie wierny Monice. Póki co, bilans wychodzi jej in minus. W tzw międzyczasie Luka zakochana jest w Filipie, koledze z pracy. Miłość jest zdecydowanie jednostronna, gdyż w/w kocha tylko siebie, co okaże się oczywiście podczas czytania. W pobliskim domu dochodzi do śmierci młodej i pięknej Mariolki, w redakcji do włamania, w oknie pokazuje się straszna morda w damskiej pończosze, a piękni mężczyźni walczą o względy głównych bohaterek. Oczywiście romantyczne zakończenie gwarantowane, do tego bardzo duża dawka dobrego humoru i sporo pozytywnej energii, czyli to, co Małgorzata Kursa za każdym razem wkłada do swoich książek.